Granica polsko-węgierska padła!

Gorgany Race 2013

A konkretnie słupek graniczny numer 6 sprzed dziewięćdziesięciu lat, oddzielający ówczesną II Rzeczpospolitą i Czechosłowację, obecnie wyznaczający chyba jedynie karpacki dział wodny na Ukrainie. W miniony weekend odnalazł się niespodziewanie w roli punktu kontrolnego wyścigu Gorgany Race 2013. Do wyboru trasa Trek (90km pieszo) lub Welo (130km rowerem + 30km pieszo), obie z limitem 30 godzin na mecie. Limit dość wyśrubowany, ale nie niemożliwy. Komplet punktów udało się zdobyć tylko trzem zespołom na każdej z tras. Między innymi nam, czyli dzielnej i wytrwałej ekipie Salewa Briko TRAILteam w składzie Magda Gruziel i Maciek Dubaj. Co więcej, tylko jedna „komandi” zrobiła to szybciej co oznacza, że w generalnej klasyfikacji trasy Welo zajęliśmy drugie miejsce. Magda została dodatkowo nagrodzona za najlepszy wynik kobiecy. Oto co zawodnicy opowiadają po krótkim odpoczynku: (Magda) Hmm… Gorgany Race? Było super, czyli było wszystko co trzeba. Były super szutrowe ciut zjazdy, były rozmyte zjazdy w wielkich, bardzo wielkich koleinach, które dla mnie też kiedyś będą super, było wleczenie rowerów po prawie pionowych górach śród lasu i wleczenie w dół po niby drodze, ściętym lasem zasypanej. Kałuże, głębokie kałuże, bardzo głębokie kałuże, bardzo głębokie błoto, czy jazda w

poprzek i wzdłuż strumieni też nas nie ominęła. To ostatnie to całkiem fajny sport – woda w strumieniu jest jak galareta, trzyma rower w pionie i poziomie, tak że nawet kamienie nie są specjalnie uciążliwe. Jak już upał w południe mnie zagotował kompletnie, to potem któryś kolejny podjazd z gradobiciem cudownie ostudził. A grad taki porządny był, między groszkiem, a brukselką. tyle, że biały. Tak walił w kask i nie tylko, że sprawiał wrażenie owacji niezadowolonego nieba po najgorszym występie w życiu bardzo marnego grajka. Również jakby cudownie, treking wypadł dokładnie w nocy. A łysy w pełni wisiał nad nami – jakoś pomimo mrocznych wizji Maćka chmury się wieczorem rozeszły – i przepięknie oświetlał Gorgany. Nie zapomnę kawałka grzbietem, gdzie bez czołówek można było dreptać i te Gorgany podziwiać. Cienie w świetle księżyca, mnóstwo świateł latarek na zboczach bliskich i dalekich, normalnie jak masowe poszukiwanie kwiatu paproci. Gdzieś tam pewnie był, może nawet ktoś go znalazł .. No i oczywiście etapu w kosówce też nie zapomnę. unosi się wtedy człowiek nad ziemią i stąpa tak pół metra nad nią. po gałęziach krzaków. No ale to pierońsko mozolny marsz, maczeta może by pomogła. Chodzenia na azymut sobie w tym cudzie natury nie wyobrażam, ale po gradiencie, na sam szczyt jakoś się udało. No i jeszcze były bardzo sympatyczne zadania linowe. Na jednym z nich, sędzia-asekurant, mega służbista, stał cały czas po kostki w zimnym potoku. I dobrze mu tak, bo mnie przeraził.. „You have only one chance. You fail, your team fails”. No ale jakoś się udało. I wdrapać, i zdrapać. Również jakoś się Maćkowi udało dowlec mnie marudę na drugim miejscu na metę, więc chyba może ostatecznie bardzo bardzo niezadowolony to nie był. A i foty na pamiątkę mamy, bo taki miał organizator pomysł na potwierdzanie PKów. Czyli, jak zwykle, to fajna bardzo przygoda była. Organizacja super, ludzie super, baza czad, chociaż jakaś bezdomna krowa zaiwaniła mi kabanosy. Noo, zdecydowanie polecam. (Maciek) To taki wyścig, w którym odwrotnie niż normalnie, walka o lepsze miejsce koreluje dość wyraźnie z wyborem trudniejszej i mozolniejszej trasy. Głównym kryterium klasyfikacji jest ilość odwiedzonych punktów kontrolnych i wykonanych zadań linowych. Nie można sobie pozwolić na opuszczenie punktu na szczycie góry porośniętej zwartą kosodrzewiną, lub takiego do którego droga prowadzi przez wielowarstwowe wiatrołomy na stromych zboczach, o obficie błotnistych drogach i pchaniu/noszeniu roweru przez górskie bezdroża leśne nie wspominając. Już sam dojazd na miejsce startu jest nie lada wyzwaniem dla samochodowych podwozi. Dopisuje też konkurencja, bo 120 zespołów dwu lub więcej osobowych rozdzielonych na dwie trasy to sporo. Wpisowe płacone w dniu startu wynosi tylko ok. 50zł. Wprawdzie sprzęt dostaje w kość, ale nagrody są hojne nawet jak na polskie standardy. Cała ta dzikość przyrody, surowość warunków ale i przyjazność ludzi sprawia, że zawsze mam ochotę tam wracać. Strona rajdu: http://www.gorganyrace.com/ Wyniki: http://www.gorganyrace.com/rezultaty-2013/

O autorze

Zdjęcie profilowe Maciek Dubaj