DYNAFIT GOES SUMMER – THE RACE

 

W ostatni weekend czerwca miałem zaszczyt reprezentować Polskę w trzeciej edycji prestiżowych zawodów DYNAFIT GOES SUMMER – THE RACE odbywających się w rejonie lodowca Dachstein. Ta niecodzienna impreza ma bardzo specyficzną formułę łącząc 3 typowo górskie dyscypliny wytrzymałościowe : mtb , bieg w stylu alpejskim (pod górę)  i skitury.

Poranek w dniu startu przywitał nas piekną pogodą i niestety wysoką temperaturą. +25 stC o 7:00 rano na wysokości 1800m npm oznaczało jedno – żar z nieba będzie się lał. Start o 11:00! Po porannej odprawie i przygotowaniu przepaków udałem się do urokliwego Schladming na start.

Start honorowy – pierwszy kilometr pokonaliśmy za wozem policyjnym przejeżdzając przez centrum miasta. Po opuszczeniu miasteczka usłyszeliśmy wystrzał pistoletu startowego i skierowano nas na drogę szutrową – zaczęło się prawdziwe ściganie! Trasa tak ułożona aby wycisnąć z nas maxa – 21 kilometrów i 1300 metrów przewyższenia w terenie, po lesie, szutrach, w palącym słońcu. Dla kilku osób to było za dużo i nie dojechali do końca, a to dopiero I etap. Po prawie 1,30 h dotarłem do przepaku. Zostawiłem rower, przebrałem buty, założyłem plecak, do którego miałem przypięte narty z butami i dalej w las odrabiać straty… II etap to 4 km biegu i 400 metrów przewyższenia.

Początek płasko wśród kosówki, dalej zakosy aż do złomisk skalnych i stromo, coraz stromiej. Po drodze mijam kilku rywali, zaciskam pięści i dalej do przodu. Po 25 minutach docieram do czoła lodowca – nareszcie narty!!!

III etap – skitury! :) 900 metrów przewyższenia na 3 km zapowiadało strome podejście i tak dokładnie było. Po pierwszych płaskich metrach dochodziliśmy do wielkiego żlebu, którym zakosami wychodziliśmy na grań na 3000m npm. Tam musieliśmy użyć lonży – rozpoczęła się walka na via ferracie. Po pokonaniu 200 metrowego odcinka grani, przetrawersowaniu żlebu, weszliśmy do tunelu, na końcu którego znajdowała się 30 metrowa drabina wiodąca w dół i w ten sposób  znaleźliśmy się na lodowcu Dachstein. Spod drabiny 500 metrów zjazdu na fokach i ostatnie 500 metrów pod góre do stacji kolejki na 2700 m npm. Finisz zaprawdę królewski w szpależe ludzi i fotoreporterów. Po 2h54min nareszcie (a może już?) meta… Po krótkiej regeneracji udaliśmy się kolejką w dół do hotelu gdzie odbyło się pasta party i rozdane zostały fajne nagrody.

Zawody ukończyłem na 11 miejscu co uważam za ogromny sukces.

 

Zdjęcia: Marek Kowalski i Piotr Kosmala