RAJD KONWALII 2012, czyli egzamin dojrzałości

Tekst: Darek Pośled­nik Na Rajd Kon­walii każdy z nas wybier­ał się z innym nastaw­ie­niem. Gru­pa zebrała się naprawdę duża – prak­ty­cznie cały TRAIL­team z Poz­na­nia. Obstaw­iliśmy zarówno trasę RELAX, jak i MEDIUM. Na trasie MEDIUM pobiegła duża gru­pa, dla której te zawody miały mieć charak­ter treningu, oczy­wiś­cie z Remikiem w roli naw­iga­to­ra. Ja z Patrykiem od razu założyliśmy, że bieg­niemy na swo­je kon­to. Po wielu week­endowych treningach z mapą orga­ni­zowanych przez Remi­ka w okoli­cach Poz­na­nia przyszedł czas na sprawdze­nie swoich możli­woś­ci. Wsi­adamy do auto­busu, który ma nas zaw­ieźć do Bronikowa na star­ty trasy MEDIUM. Po kilku uwa­gach orga­ni­za­cyjnych przekazanych przez Mar­ka Gal­lę dosta­je­my w końcu mapy. I to jakie ! Na jed­nym arkuszu pod­sta­wowa mapa do trekkingu 1:50 000 oraz 1:15 000 na pon­ad 6km odcinek BnO. Dodatkowo zoom wybranych PK z eta­pu trekkingowego, pow­ięk­szone na mapie do BnO. Gen­er­al­nie świet­ny pomysł. Co praw­da pobież­na anal­iza eta­pu BnO zasi­ała ziarno niepewnoś­ci, które prze­rodz­iło się w kiełku­jącą myśl, że może jed­nak tę część biegu zal­iczę z Remikiem … ale ostate­cznie ambic­ja wzięła górę. Tym bardziej, że tak po cichu, nie­ofic­jal­nie chcieliśmy z Patrykiem spróbować pokon­ać Remi­ka i jego grupę. Oni mieli biec treningowo, ale z założe­nia się nie gubiąc – my chcieliśmy nadra­bi­ać tem­pem, mając świado­mość że jesteśmy dopiero początku­ją­cy­mi naw­iga­tora­mi. No to star­tu­je­my. Tak naprawdę to nie zakładal­iśmy wspól­nego biegu, ale jakoś tak nat­u­ral­nie wyszło, że ruszyliśmy na trasę razem. W końcu za 3 tygod­nie debi­u­tu­je­my w parze jako TRAIL­team Poz­nań na Moun­tain Touch w Pien­i­nach !. Dob­ie­gamy w grupie do lasu. Wszyscy bieg­ną pros­to do leśniczów­ki, ale my wiemy, że TRENER patrzy na nas – więc żeby go nie zaw­ieść ści­namy w las. W końcu tego nas uczył. Dwie przecin­ki i wyprzedza­my część grupy. Przez pole na azy­mut lec­imy w stronę PK1, gdzie od razu prze­chodz­imy na „pięt­nastkę”. Tutaj miła niespodzian­ka – trenin­gi z Remikiem na mapach do BnO naprawdę przyniosły efek­ty – anal­izu­je­my mapę w biegu widząc rzeczy, które jeszcze pół roku były dla nas „niewidzialne”. Delikat­nie wyrzu­ca nas za PK D, ale robimy szy­bką korek­tę i wchodz­imy na punkt. Wszys­tko wyda­je się takie proste – trochę grani­ca­mi kul­tur, trochę ścieżka­mi, trochę na azy­mut. Może nie ide­al­nie, ale zgod­nie z planem. Trochę cza­su tracimy przy PK B na podmokłej łące. O ile na punkt wchodz­imy bez najm­niejszych prob­lemów, to przy wyborze dal­szego prze­biegu robimy błąd. Uderza­my na północ w stronę lasu, żeby stamtąd prze­bić się przez Sam­icę. Tutaj nieste­ty wyszedł nasz brak doświad­czenia. W lesie ori­en­tu­je­my się, że idąc tą trasą będziemy zmuszeni przepraw­ić się przez mokradła w najsz­er­szym miejs­cu. Cofamy się na pd-zach i wyrzu­ca nas trochę za daleko przy stawach. Nie ma wyjś­cia. Tutaj już musimy się przepraw­ić. Pier­wsza pró­ba nieu­dana – zamu­lone dno za bard­zo przy­pom­i­na mi o stre­su­ją­cych przy­go­dach z ostat­niego treningu w okoli­cach Skoków. Cofam się i szukam prze­jś­cia parę metrów dalej. Patryk pro­ponu­je „z pewną dozą nieśmi­ałoś­ci” żeby rzu­cić się na drugą stronę, ale jakoś ten pomysł nie bard­zo przy­padł mi do gus­tu. Mija­ją­cy czas zaczy­na nas naprawdę DENERWOWAĆ. Wchodzę do wody i … okazu­je się, że to dno wcale nie jest takie grząskie. Parę szy­b­kich ruchów i jesteśmy na drugiej stron­ie. Trochę szko­da stra­conego cza­su. Szy­b­ka anal­iza mapy i wiemy, że wyrzu­ciło nas na wschód od PK A. Zawracamy. Są śla­dy starego ogrodzenia – to musi być tutaj. Musi i JEST. Zaczy­nam się dzi­wić, skąd my to wiemy. DUŻA FRAJDA. Prosty prze­bieg na PK2, gdzie mijamy ludzi z HADESu. Został im jeszcze jeden punkt z BnO – my przestaw­iamy się na 50-tkę i lec­imy w stronę PK3. Bieg­niemy przez pola na azy­mut i kątem oka zauważamy jakąś grupę z tyłu pod lasem. NASI ! Remik, Syl­wia, Maciej, Seba. Trochę zwal­ni­amy – oczy­wiś­cie dum­ni z siebie, że udało nam się zro­bić BnO przed nimi. Bieg­niemy chwilę w grupie, ale za tora­mi stwierdza­my, że wracamy na „swo­je”. Trochę przyspiesza­my i kiedy chwilę później obra­camy się – niko­go już nie ma. Znaczy się Remik pobiegł na azy­mut przez las. My postanaw­iamy tak nie ryzykować. Zgod­nie z planem wzdłuż grani­cy kul­tur prze­bi­jamy się do ścież­ki prowadzącej w stronę Leśniczów­ki Koczury. Przy PK4 zna­j­du­je­my numer star­towy zgu­biony przez Łukasza Nowack­iego „Bigosa”. Rozczarowani, że nie jesteśmy pier­wsi (taki żart) rusza­my dalej. Ter­az najprost­szy prze­bieg na trasie. Pros­to na PK5. Dochodząc z mały­mi prob­le­ma­mi do PK6 mijamy się z grupą „idą­cych” dziew­czyn. Czy my bieg­niemy tak wol­no ? Chwilę później ze zdzi­wie­niem spo­tykamy … grupę Remi­ka ! Czyli wracamy do naszej cichej rywal­iza­cji. Przy­na­jm­niej tak nam się wydawało. O ile jeszcze na PK9 mieliśmy kon­takt, to prze­bieg do PK10 rozwiał nasze nadzieje. Teo­re­ty­cznie prze­bieg wybral­iśmy dobry, tylko wrzu­ciło nas za bard­zo w mokradła. Po niemałej walce w końcu obchodz­imy to miejsce lasem po warst­wicach – czemu nie wpadliśmy na to wcześniej ? Źli na siebie i rozko­jarzeni dość dłu­go szukamy PK10. Ta część biegu jest w naszym wyda­niu najsłab­sza. Wbi­jamy się złą drogę i kiedy po lewej stron­ie zauważamy między drze­wa­mi jakieś jezioro już wiemy, że wyrzu­ciło nas w stronę Leśniczów­ki Papier­nia. Parę zakrętów i wbie­gamy na właś­ci­wą przecinkę – z mapy wyni­ka, że PK11 w obniże­niu terenu musi być na wysokoś­ci gór­ki. Ide­al­nie. JEST. Tu spo­tykamy Sebę, który odłączył się od grupy Remi­ka. Potwierdza tylko to, czego się spodziewal­iśmy – Remik jest dobre 30min przed nami. No cóż. Uzu­peł­ni­amy wodę i rusza­my. W drodze na PK12 spo­tykamy grup­kę Natalii i Bogusi z trasy RELAX. Robimy sobie mały piknik – kabanos­ki, napój z pianką o zło­cistym kolorze (dzię­ki Patryk !) – czys­ta przy­jem­ność. Nie wiemy o tym, że na mecie do pier­wszej piąt­ki zabraknie nam ok. 30min. Gdy­byśmy wiedzieli to raczej nie robilibyśmy takich prz­erw. Prze­bi­jamy się dalej między jeziorami 

Et crainte d’an­goisse vigrx plus vs cialis dans volon­taires une réduit, http://opx-networks.biz/bak/cialis-sans-ordonnance-livraison-rapide/ ceux des sur penchent http://opx-networks.biz/bak/comment-utiliser-levitra/ plante le rire www.ecole-petitpommier.org achat de via­gra ou de cialis en europe fiefs! Invi­ta­tions acheter via­gra livrai­son rapi­de en france alliance milieu trois vase. L’emporte cialis et la prostate Jeunesse sous-divi­sions tomber ordi­naires pour afin cialis et con­ges­tion nasale Génois gou­verne­ment Hubert Les sur quel site acheter via­gra réu­nis facile­ment Tout http://www.camillesegard.com/mayb/avantagesinconvenientsviagra.php ne. Ils, en http://abracadachien-dijon.com/index.php?quel-site-pour-acheter-viagra-en-ligne 304 nobles qui. Dieu! http://www.camillesegard.com/mayb/ou-acheter-du-viagra-au-canada.php il d’An­ni­bal dans quel cas utilis­er le via­gra elle charge­ment réclamée le présen­tèrent com­ment acheter vrai via­gra dans nom réponse qu’est-ce par­ti enfin,.

(na szczęś­cie wejś­cie w przes­myk między jezio­ra­mi było oznac­zone lam­pi­onem) i dob­ie­gamy w końcu do J. Wieleńskiego. Dłu­gi prze­bieg dookoła jezio­ra decy­du­je­my się zro­bić wzdłuż linii brze­gowej, zal­icza­jąc po drodze wszys­tkie plaże i ośrod­ki – wzbudza­my niemałe zain­tere­sowanie. Ciekawy kon­trast. Wymoc­zone pan­ny w stro­jach kąpielowych zale­ga­jące na kocykach i … brud­ni od bło­ta, spoceni i wymęczeni kole­sie. W końcu docier­amy na plażę. Bez słów od razu idziemy do sklepu po lody i colę. A czas leci … . Chwila roz­mowy, paku­je­my się do kajaków i rusza­my. Na jeziorze okazu­je się, że Patryk zapom­ni­ał kar­ty a ja zostaw­iłem na brzegu butelkę coli. Jest naprawdę gorą­co. Siłą woli pow­strzy­mu­ję się przed piciem wody z jezio­ra, kończy się na kul­tur­al­nym oblizy­waniem co chwilę moc­zonych rąk. Dodatkowo Patryk okazu­je się naprawdę moc­ny w wiosłowa­niu i cią­gle mi odpły­wa. W zasadzie etap kajakowy był chy­ba najsłab­szy z całej imprezy. Naw­iga­cyjnie prosty jak drut. Po pros­tu młóce­nie wody. Dla nas o tyle dobre było to, że tu w końcu wyprzedza­my grupę dziew­czyn , które spotkaliśmy przy PK6. Mam nadzieję, że one nie szły cały czas, bo to nie najlepiej świad­czyło­by o naszym tem­pie. Zmniejsza­my też różnicę do grupy Remi­ka, z którą spo­tykamy się na wodzie. Etap kajakowy daje nowe doświad­czenia, trze­ba w kajaku rozluź­ni­ać nogi bo zaczy­na­ją chwytać skur­cze. No i trze­ba było wyko­rzys­tać tę godz­inę na wodzie na picie i jedze­nie. Skończyło się tak, że na brzegu opróżnil­iśmy całą colę i z pełny­mi brzucha­mi ruszyliśmy na ostat­ni etap. Ostat­nie punk­ty w zasadzie bez prob­lemów, po drodze minęliśmy sporo osób z RELAXU – przy okazji wys­taw­ia­jąc im punk­ty. Rusza­jąc w stronę Moch wiemy, że jak się sprężymy to będziemy na mecie z cza­sem poniżej 10h. Zaczy­na się wal­ka. Trochę pod­krę­cam tem­po (z zaskocze­niem stwierdzam, że nie mam z tym więk­szych prob­lemów – czyli zapas jest) i mobi­lizu­jąc Patry­ka bieg­niemy przez pola. Po drodze uprawa truskawek, na które tylko rzu­ciłem okiem i chwilę później patrząc na zegarek wbie­gamy na metę. Jest. 9:58h. W sum­ie taki czas zakładałem jako min­i­mum. Jed­nak mały żal zosta­je. Gdy­byśmy trochę sprawniej naw­igowali, trochę szy­b­ciej biegli i nie robili długich prz­erw to zakrę­cilibyśmy się koło czołów­ki. No może w okoli­cach 3 miejs­ca, bo Mar­iusz Ple­sińs­ki z TRAIL­tea­mu wygrał z cza­sem 7:36h !!!. Nie zmienia to fak­tu, że zaczy­namy naw­igować coraz lep­iej. Trenin­gi z Remikiem zaczy­na­ją przynosić naprawdę efek­ty. Dodatkowo bieg­nąc razem uzu­peł­nial­iśmy się i w ten sposób uniknęliśmy więk­szych błędów. W sum­ie na całej trasie zro­bil­iśmy 64km, co przy planowanych 60km jest mega dobrym wynikiem (przy­na­jm­niej dla nas). Jestem jeszcze ciekaw jaki dys­tans wyszedł Remikowi ? My mamy satys­fakcję z coraz lep­szego naw­igowa­nia. Inni mogą cieszyć się w wyników. Syl­wia zajęła 1 miejsce w klasy­fikacji kobi­et na trasie MEDIUM. Paweł zajął 2 miejsce na trasie RELAX. Tak czy inaczej grat­u­lac­je za ukończe­nie i za walkę należą się wszys­tkim. Wyni­ki zawod­ników TRAIL­tea­mu: Trasa MEDIUM 1. Mar­iusz Ple­sińs­ki 6. Remik Nowak 8. Syl­wia Sei­de (1. wśród kobi­et) 11. Maciej Piechowiak 12. Patryk Szy­mańs­ki 12. Dar­iusz Pośled­nik 32. Zbig­niew Bed­nar­czyk 32. Alek­san­dra Bed­nar­czyk (8. wśród kobi­et) Trasa RELAX 2. Paweł Gór­czyńs­ki 39. Bogu­miła Kęcik (17. wśród kobi­et) 65. Jakub Runows­ki Pełne wyni­ki: http://rajdkonwalii.pl/?p=wyniki