Rzut piłeczką tenisową a rajd przygodowy

Całe nasze już 8 godzinne ści­ganie sprowadza się do tego momen­tu. Muszę piłeczką tenisową trafić do plas­tikowej wanien­ki tak żeby z niej nie wyle­ci­ała. Na 6, trzy wpadły, a jed­na została. Mamy 50minut kary cza­sowej . Doszło do tego, że w tak ekstremal­nej dyscy­plin­ie sportu jaką jest Adven­ture Rac­ing o zwycięst­wie decy­du­je rzut piłką. Absurd to za mało powiedziane.

Przy­jechal­iśmy z Agą do Brod­ni­cy naszym LocoBusem w dwoma inny­mi zespoła­mi aby wys­tar­tować w ostat­nim w tym sezonie rajdzie przy­godowym. Na krótkiej trasie (ok. 116km) znalazło się 18 chęt­nych zespołów w tym połowa to zespoły MIX (z przy­na­jm­niej jed­ną dziew­czyną w składzie). Zapowiadała się więc całkiem ciekawa rywal­iza­c­ja. Oprócz raj­du przy­godowego Funex Ori­ent zapro­ponował długie i krótkie trasy rowerowe i piesze, tak żeby każdy mógł wybrać coś dla siebie. Uczest­ni­cy dopisali, pogo­da zapowia­da się dobrze, nas­tro­je bojowe. Nic tylko walczyć.

Start o 9:00 rano zaczął się Funex Show Ori­ent. Miała to być zabawa na ori­en­tację z zapamię­ty­waniem kodów,a skończyło się na tłu­mie przepy­cha­ją­cych się zwierząt. Kto bardziej agresy­wny i wepch­nął swo­ją kartę star­tową pod nos sędziny ten wygry­wał. Niek­tórzy nie wytrzy­mali napię­cia i pom­inęli tę wspani­ałą rozry­wkę na wstępie dosta­jąc karę cza­sową. My włączyliśmy się żwa­wo w przepy­chan­ki i po jakichś 15 min­u­tach ruszyliśmy truchtem na właś­ci­wą trasę.

A trasa miała być szy­b­ka. Od samego początku utworzyła się sil­na gru­pa ataku­ją­ca złożona z tea­mu 360, trzech zespołów Nav­i­ga­torii, goniącego On-Sigh­tu, nie­ja­kich Stryków-Byków i całe szczęś­cie również nas —  Trail­tea­mu. Po pieszym etapie wszyscy szli w odstępie kilku min­ut. Na zmi­an­ie kajakowej tak się spieszyłem, że zapom­ni­ałem zepch­nąć kaja­ka ze skarpy zan­im do niego wsi­adłem. Skończyło się wywrotką. Aga cała mokra, ja w połowie, ple­cak wpadł, komór­ka zamokła. Chci­ało­by się powiedzieć, że wszys­tko szlak trafił, ale 10 min­ut później byliśmy już na prowadze­niu skost­ni­ały­mi z zim­na ręka­mi macha­jąc wiosłem. lid­erzy, czyli Igor z Kiełbasą się pomylili (zresztą nie ostat­ni raz) czego nie zawa­hal­iśmy się wyko­rzys­tać. Tak­ty­ka płynię­cia metodą “pijanego zają­ca” okaza­ła się zgub­na i na kole­jny etap, Bieg na Ori­en­tac­je jesteśmy już na 4 pozycji.

Tutaj znowu cuda. Błędów nie popeł­ni­amy i wypły­wamy, ku zdu­mie­niu organizatorów,na kole­jny etap kajakowy na pier­wszej pozy­cji z zapasem kilku­nas­tu min­ut nad kole­jnym zespołem. Kajak jak­by nie chci­ał płynąć pros­to więc przewa­ga powoli top­nieje. W trak­cie eta­pu pieszego w drodze do bazy łączymy się na chwilę z teamem 360. Łydy mają moc­niejsze więc ucieka­ją pola­mi znowu robiąc kil­ka min­ut przewa­gi. Potem szy­bkie rol­ki i powrót do bazy. Kiełbasa wyjeżdża już na row­er, ale minę mają posęp­ną. wszys­tko przez piłecz­ki. Nie trafili żadnej.

Nam nie poszło lep­iej. Rusza­my na ostat­ni etap, row­er. 60 kilo­metrów wydłużyło się bard­zo. Na szczęś­cie nie mamy liczników, bo pewnie bym się zała­mał. Autorskie wari­anty zna­jdy­wa­nia pun­tków tracą sens. Albo punk­ty są źle rozstaw­ione, albo mapa jakaś dzi­w­na. Jedzie się co raz gorzej. Spo­tykamy teamy nad który­mi mieliśmy sporą przewagę. Mix Nav­i­ga­tori trafił 4 piłecz­ki (nota bene Rafał jest instruk­torem tenisa) więc już nie ma co wal­czyć o pier­wsze miejsce. Ener­gia nam spadła do zera. Ja nawet zal­iczam stan­dar­d­owe “odcię­cie prą­du” i ratu­ją mnie tylko knop­ers i pawałek od przy­god­nego zawod­ni­ka. Na prze­dostat­nim punkcie spo­tykamy Nav­i­ga­to­rie i Stry­ki Byki, którzy ucieka­ją nam szy­bko. Mi się nawet nie chce ich gonić. Obier­amy wari­ant krócej niż szy­b­ciej i nagle kole­jne cuda. Na ostat­nim punkcie w szuwarach szu­ka punk­tu Kiełbasa. Skąd się oni tu wzięli i dlaczego ich dogo­nil­iśmy to nie wiem. Wiem, ze punkt był zaraz przy ścieżce a nie w szuwarach o czym nie omieszkałem poin­for­mować Kiełbasy.

Ostat­nie kilo­m­e­try do bazy już ciśniemy. Chłopa­ki odjeżdża­ją nam na 5 min­ut. My robimy jeszcze praw­ie 20minut nad kole­jnym zespołem, Mix­em Nav­i­ga­tori. I takie zakończe­nie było by OK, ale nieste­ty zostały jeszcze piłeczki…

Po 14 godz­i­nach ści­ga­nia spadamy na drugie miejsce w MIX­ach. Mamy satys­fakcję, że dojechal­iśmy pier­wsi, ale cóż… lek­ki nies­mak pozostał.

 

Foto: Dar­iusz Bogumil