Mistrzostwa Świata Xterra Maui

 

Tekst: Bar­tosz Jamruszkiewicz

Możli­wość star­tu i wyjazd na Maui były dla mnie niewąt­pli­wie zaszczytem, a zarazem uko­ronowaniem ciężkiego sezonu 2012.

Zupełnie nie wiedzi­ałem czego się spodziewać. Wszys­tko brzmi­ało bard­zo egzo­ty­cznie i wręcz abstrak­cyjnie. Mając za sobą cztery star­ty w europe­jskiej serii Xter­ra (Sar­dy­nia, Czechy, Niem­cy i Szwa­j­caria), MŚ były dużym wyzwaniem, zwłaszcza że goś­ciły najlep­szych zawod­ników z całego świa­ta. Nieste­ty, prob­le­my zaczęły się już na początku samej podróży, kiedy to z powodu mgły nie udało mi się wyle­cieć z Warsza­wy. Jedyną możli­woś­cią, aby zdążyć na następ­ny samolot do San Fran­cis­co, było pojechać samo­cho­dem do Frank­fur­tu nad Men­em . Później kole­jny przestój, przy­mu­sowy noc­leg w San Fran­cis­co i wiz­ja tego, iż zostaną mi zaled­wie trzy dni na akli­matyza­cję. Ale w końcu po wielu tru­dach i nieprzes­panych dwóch nocach , udało się dotrzeć na miejsce :-)

Maui jest bajeczne. Przy­witało mnie 40º upałem i blisko 70-cio pro­cen­tową wilgo­t­noś­cią. Od razu wiedzi­ałem, że nie będzie łat­wo :-) Ale w końcu przyle­ci­ałem tu, aby trochę powal­czyć i ukończyć, jak sobie założyłem, w 1/3 stawki.

I wresz­cie nad­szedł ten dzień, dzień star­tu. U wszys­t­kich nas, zawod­ników, dało się wyczuć duże napię­cie, chęć zre­al­i­zowa­nia włas­nych marzeń, udowod­nienia sobie, że potrafimy pokon­ać własne słaboś­ci. Ja oso­biś­cie najbardziej obaw­iałem się warunk­ów kli­maty­cznych, do których Europe­jczyk nie jest przyzwyczajony.

Pły­wanie w Pacy­fiku okaza­ło się mozol­ną walką, zwłaszcza, że dzień przed zawoda­mi do wybrzeży Maui dotarło tsuna­mi, które skutecznie mogło zakłó­cić pier­wszą dyscy­plinę. Jed­nak ocean okazał się łaskawy i fala, mimo iż była spo­ra, umożli­wiała pły­wanie, a właś­ci­wie walkę z cią­gle cofa­ją­cym nas prą­dem. Pod­wod­na scene­r­ia była niesamowi­ta — zabez­piecza­ją­cy nas płet­wonurkowie uch­wycili kamerą delfiny przepły­wa­jące tuż pod nami :-)

 

Prawdzi­wa zabawa zaczęła się na row­erze. Do prze­jecha­nia mieliśmy dys­tans 30 km na wyma­ga­jącej, bard­zo krętej i piaszczys­tej trasie, bieg­nącej przez plan­tac­je ananasów. Prak­ty­cznie całość była do poko­na­nia w sio­dle. Trasę prze­jechałem poniżej 2h, poma­ga­jąc po drodze oso­bie, która uległa wypad­kowi na zjeździe. Pod­czas jazdy na row­erze kropił tropikalny deszczyk, który okazał się zbaw­i­en­ny w wysok­iej tem­per­aturze:-) Jedyne co miałem w głowie, to pić, pić i tylko pić aby się nie odwod­nić… no i ukończyć trasę mimo zmęczenia.

Trze­cia część to bieg na dys­tan­sie 9,5 km po uroz­maiconej i pofał­dowanej trasie z wielo­ma pod­b­ie­ga­mi, a zakońc­zonej cud­ownym ale męczą­cym odcinkiem po plaży wzdłuż oceanu:-)

Zawody ukończyłem na 24 miejs­cu w kat­e­gorii 30–34 i na 194 w gen­er­alce (700 staru­ją­cych). Mimo dużego zmęczenia spowodowanego podróżą jestem bard­zo zad­owolony z wyniku , a przede wszys­tkim z ukończenia tych zawodów, które jak by nie było miały wysoką rangę — Mis­tr­zostw Świata.

Atmos­fera była niesamowi­ta, jak zresztą na każdych zawodach z serii Xter­ra, a orga­ni­za­c­ja na najwyższym poziomie. Po kilku star­tach w Europie poz­nałem wielu podob­nych zapaleńców, którzy jak ja przemierza­ją Europę w poszuki­wa­niu kole­jnych wrażeń i adren­a­liny. Ter­az, po blisko trzech tygod­ni­ach odpoczynku, zaczy­nam trenin­gi i w nowym sezonie planu­ję wys­tar­tować w kilku crosowych triathlonach , również na dys­tan­sie 1/2 Iron­man, a wcześniej, w zimie, w kilku bie­gach nar­cia­rs­kich na dys­tansach 50 km. Wierzę, że przyszły sezon będzie zde­cy­dowanie lepszy.

Uczest­nict­wo w tak intere­su­ją­cych, ale trud­nych zawodach, dało mi ogrom­ną satys­fakcję, a zarazem wiarę we własne możli­woś­ci. Wiem, że każdy cel jest do osiąg­nię­cia, jeśli się ma motywację.

%d bloggers like this: