Jaka Konwalia jest, każdy widzi

Impreza: Zimowa Konwalia
Rejon: okolice Śmigla i dolina Samicy
Dystans: 50km (tylko w teorii)
Zadanie: długie wybieganie z treningiem nawigacji

Zimowa ta Konwalia była tylko z nazwy. Samica pokazała jak kapryśne potrafią być … rzeki. Woda wszędzie i w różnych postaciach. Te warunki dodały tylko smaczku imprezie. Kolejnej organizowanej przez „Konwalie”. Kolejnej udanej. Fajny klimat. Ciekawa trasa (przynajmniej na BnO). Idealnie rozstawione punkty. Trasa nawigacyjnie nie sprawiła mi większych trudności. Problemy pojawiły się natomiast z wyborem kolejności zaliczania wszystkich 30 punktów kontrolnych. Tym bardziej, że startowałem krótko po przebytej infekcji i założenie było proste – za wszelką cenę unikać przepraw przez wodę. O ostatecznym wariancie trasy zadecydowała informacja przekazana na odprawie przez Marka o tym,  że Samica wylała i że podejście od północy do PK5 i PK9 będzie „mokre”.

Pod wpływem tej informacji popełniłem największą wtopę na imprezie. Żeby się dostać sucho na południową stronę Samicy doliczyłem do licznika skromnie licząc ze 3km i pobiegłem przez … Radomicko ! BnO Podśmigiel kończyłem na PK14 i wstępny plan zakładał przebieg na PK2 na mapę BnO Doliny Samicy. I gdybym dokładnie przyjrzał się mapie zauważyłbym, że wtedy złapałbym idealną drogę do przeprawy w Błotkowie i mógłbym od razu zaliczyć PK6. Niestety w trakcie biegu zmieniłem zdanie (kolejna nauczka !) i wziąłem kurs na azymut w stronę Radomicka. To wymusiło kolejność zaliczania punktów na BnO po południowej stronie Samicy no i dodatkowe kilometry w drodze powrotnej kiedy musiałem odbić z PK10 na PK6 robiąc pusty przebieg „tam i z powrotem”.

Małe zaćmienie złapałem na przelocie z PK11 na PK24. Straciłem trochę kontakt z mapą i nie byłem pewny gdzie dokładnie jestem. Postanowiłem dobić na wschód do granicy lasu i zaatakować punkt od strony pola. PK zaliczyłem bez problemu, ale licznik nabiło. Na PK22 stanąłem przed dylematem czy przebijać się prosto na zachód przez Samicę w stronę PK23, ale znowu rozsądek zwyciężył. Tym bardziej, że deszcz przeszedł w śnieg i zaczęło się robić zimno. Znowu bieg do ściany i z powrotem. Na przelocie na PK30 spotkałem dwóch biegaczy, którzy też szukali tego punktu. Tylko, że ja biegłem na południe a oni na … północ ? Po krótkiej wymianie zdań każdy pobiegł w swoją stronę – ja na tym wyszedłem lepiej. O przebiegach na mapie 1:50 w zasadzie nie ma co pisać. Były długie przeloty i punkty proste nawigacyjnie (chyba coraz bardziej lubię jednak BnO). W zasadzie jeśli wybierałem wariant mało logiczny to znaczy, że omijałem np. zalane wodą łąki (jak między PK29 i PK28). W drodze powrotnej do bazy musiałem jeszcze zaliczyć punkty po północnej stronie Samicy (niestety PK6 też).

Przy PK1 wyłączyli światło i próba zaliczenia ostatniego punktu PK2 na siłę bez czołówki skończyła się małym zamieszaniem na przelocie. Przeprosiłem się z Tikką i już bez większych problemów zaliczyłem ostatni punkt. Tu schowałem mapę i ruszyłem na bazę kierując się prostą zasadą: wybieram każdą ścieżkę w kierunku północ  – wschód. Chcąc nie chcąc musiałem wybiec albo w Nietążkowie albo wypaść gdzieś w okolicach E5. Tak czy inaczej bezpiecznie. No i analiza tego przelotu nie pozostawia złudzeń. Zdublowałem przebiegi w okolicach PK 19, 13, 20 i 16. Optymalny wariant zakładałby zaliczenie tych punktów dopiero teraz, podczas gdy jak całe BnO Podśmigiel zaliczyłem na początku rajdu. Błąd. Jeszcze tylko ciśnienie skoczyło mi na dobiegu do bazy, kiedy zobaczyłem za sobą światło czołówki. Co jak co, ale tu nie mogłem się dać wyprzedzić. Ostatecznie imprezę skończyłem na 15 miejscu z czasem 9:25. Czas średni, ale też nie miałem tu planu się ścigać. Do zwycięzców straciłem 3 godziny !. Plan jednak został wykonany w 100%. Zaliczyłem świetny trening nawigowania na mapach do BnO i na rajdowej „50-ce”. Impreza zaliczona zdecydowanie do udanych.