Herbalife Triathlon Gdynia „Balticman”

Herbalife Triathlon Gdynia nazwany przez organizatorów „Balticman” był dużym wydarzeniem w polskim triathlonie. Prawie 1400 zawodników rywalizowało na trasie ½ Ironman: 1,9 km pływania w morzu, 90 km wietrznej jazdy rowerem aż do Rumii i 21 km biegu w samym centrum Gdyni na głównym deptaku.

Zatoka Gdańska i pogoda w momencie startu były łaskawe dla słabszych, jak ja, pływaków. Bez wiatru, słonecznie, spokojna woda pozwalały na bezpieczne pływanie. Organizatorzy dla ułatwienia nawigacji ustawili jako boję nawrotową statek – to najciekawszy punkt orientacyjny jaki widziałem dotychczas na zawodach. Trochę więcej wysiłku kosztował mnie powrót do strefy zmian bo w zatoce pojawiły się niewielkie fale, ale byłem zadowolony z siebie po wyjściu z wody.

Na rowerze, zanim się rozpędziłem, powiało mi dość mocno w twarz. Nie lubiłem dotychczas wiatru podczas jazdy rowerem. Jednak w Gdyni byłem zaskoczony tym, jak łatwo mijałem rywali. Nawet pod wiatr jechałem szybciej niż wielu zawodników. Trasa była szybka, choć na kilku odcinkach należało omijać dziury w jezdni. Na jednym z nich zgubiłem bidon. Odzyskałem go na szczęście po nawrocie dzięki wolontariuszowi z obsługi zawodów, których wielu ofiarnie pomagało zawodnikom.

Ostatni etap, 21km bieg, odbywał się po ulicach pełnych kibiców, których głośny i szczery doping na całej trasie był nieoceniony. Mimo zmęczenia trzeba było się zmobilizować żeby biec, a nie truchtać. Dzięki temu także czas biegu usatysfakcjonował mnie. Wyłożony zielonym dywanem dobieg do mety przypominał „światowe” zawody triathlonowe. Organizacja mety zawodów zrobiła na mnie ogromne wrażenie. A wynik 4h:35m, 26 miejsce w klasyfikacji generalnej, 2 miejsce w kategorii, wyświetlone na ogromnym ekranie, w pełni mnie usatysfakcjonował.

Piękne dzięki dla Tomka Skarżyńskiego vel Malutki za wsparcie na trasie oraz  pomoc przed i po zawodach. Speleofan ma się dobrze i zawsze można liczyć na niego i jego aparat fotograficzny.

Zdjęcia: Tomek Skarżyński